Czy fotka mężczyzny z pieskiem na rękach nie jest rozbrajająca? Dorosły facet trzymający bezbronnego czworonoga automatycznie wzbudza pozytywne skojarzenia. No bo przecież patrzymy i myślimy: wrażliwy, opiekuńczy, kochający zwierzęta. Teoretycznie wszystko się zgadza. A jednak…
Dlaczego nie ma na sobie ubrania, za to z dumą eksponuje sześciopak i gęsto pokryte tatuażami, umięśnione ręce?
Co tak naprawdę chce przekazać na tym zdjęciu: miłość do psa czy własną męską próżność? Przyznam, że działa, bo sama, mimo swojej miłości do psów, najpierw zerknęłam na faceta.
W mediach społecznościowych roi się od podobnej, dość płytkiej autopromocji. Tylko właściwie — co ona ma promować? Próżność? Ego? Lata spędzone na siłowni? A może dyskretne zaproszenie do kontaktu?
Zachodzę w głowę, ale odpowiedzi nie znam.
Mam natomiast pewną sugestię dla panów, którzy tak chętnie fotografują się ze swoimi pupilami: może następnym razem pozwólcie, żeby to pies był pierwszoplanowym bohaterem zdjęcia. W końcu to jego mieliśmy polubić.
