Klasa sama w sobie nic nie znaczy. Zresztą ma wiele znaczeń, choć nie o szkolnej będę tutaj mówić. A kim właściwie jest facet z klasą? Czy musi być przystojny? Bogaty? Jeździć BMW? Dobrze byłoby, gdyby miał doktorat, kilka pasji, świetną pracę i jeszcze najlepiej potrafił ugotować risotto.
No właśnie. I co dalej? Czy naprawdę o to chodzi? Bo jeśli tak, to wystarczyłoby stworzyć listę wymagań, odhaczyć odpowiednie rubryki i gotowe. Facet z klasą znaleziony.
A jednak... to nie takie proste. Gdyby było, kobiety nie spędzałyby godzin na analizowaniu wiadomości składającej się z dwóch słów. Nie zastanawiałyby się nad milczeniem, przed którym nie było żadnej kłótni. Nie próbowałyby zrozumieć zniknięcia po obietnicy, której ktoś najwyraźniej nigdy nie zamierzał spełnić.
Więc o co naprawdę chodzi z tą klasą?
O szacunek.
O dotrzymywanie słowa.
O odwagę, ale nie tę filmową, ratującą świat przed asteroidą. Tę zwyczajną, codzienną.
O bliskość.
O wsparcie.
O rozmowę, która nie przypomina monologu.
Brzmi nieprawdziwie?
Może.
Ale dla mnie taki właśnie jest ten FACET Z KLASĄ.
