Czy gusta zmieniają się z wiekiem?

Kiedyś nawet nie przyszłoby mi do głowy zadawać sobie takiego pytania. Miałam swój "typ" i wydawało mi się, że tak już zostanie. Ciemne włosy, brązowe oczy, śniada cera i południowy temperament. Myślałam, że tak już będzie zawsze, ale... któregoś dnia coś się zmieniło.

Może to kwestia filmów, literatury albo czegoś, czego nie potrafię dokładnie sprecyzować, ale nagle, niespodziewanie, z południa przeniosłam wzrok na północ. Gorący Latynosi zmienili się w barczystych, dobrze zbudowanych facetów o jaśniejszych włosach, oczach i skórze. I tak moim typem faceta stał się... wiking.

Co ciekawe, nigdy nie byłam w związku z Latynosem i właściwie cały ten mój dawny ideał istniał głównie w wyobraźni. Z wikingami zresztą też nie mam żadnego doświadczenia (zresztą o tych prawdziwych byłoby dziś trudno...), ale tak sobie myślę, że to chyba nie jest kwestia gustu – przynajmniej nie tego fizycznego.

Z wiekiem zaczynamy dostrzegać w wyglądzie coś więcej niż sam wygląd. Nie chodzi już o to, który typ męskiej urody jest atrakcyjniejszy ani o pojedynek: południe kontra północ. Dla mnie typ "wikinga" zaczął kojarzyć się z męskością. Z kimś, kto może być przyjacielem i oparciem. Kimś, przy kim można czuć się bezpiecznie.

A czy to znaczy, że Latynosi nie są męscy? Że kojarzą się tylko z gorącymi kochankami? Właściwie nie mam zielonego pojęcia.

Może to jednak jest kwestia zmieniającego się gustu? A może raczej zmieniających się kobiecych potrzeb? A może – jeśli dożyję – za dwadzieścia czy trzydzieści lat stwierdzę, że facet w ogóle nie jest potrzebny. A skoro nie jest potrzebny, to nieważne, jak wygląda i z której części świata pochodzi. Czyż nie?

©2026 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści i grafik bez zgody autorki zabronione.