Rozmowy z ekranem

Dawno, dawno temu, w odległej przeszłości nie było smartfonów. Wiem, co teraz pomyślicie: „O nie, kolejna baba, która zobaczyła komórkę dużo później niż w przedszkolu”. Dobra, może tak było, ale czy mi z tym źle? Czy moje wspomnienia z czasów przedszkola i szkoły są przez to uboższe?

Przeciwnie. Życie bez smartfonów było prostsze, a kontakt z ludźmi bardziej bezpośredni. Przede wszystkim zaś prawdziwe były rozmowy. Siadaliśmy na stołówce albo na starym drzewie przy boisku, jedliśmy śniadanie i rozmawialiśmy. Patrząc sobie w oczy, a nie w ekrany.

Bez telefonu skończyłam też studia. Nie mieliśmy w domu nawet telefonu stacjonarnego, a potem, kiedy już był, dzwoniło się z budki. Studiowałam w Krakowie, do którego dojeżdżałam pociągiem. Pamiętam, jak ludzie pochylali głowy, ale nad książkami albo wpatrywali się w okno, obserwując mijające za szybą klatki życia.

Dzisiaj dzieci i młodzież są uzależnione od telefonów. Noszą je do szkoły, do łóżka, a nawet do toalety. Podejrzewam, że niektóre smartfony wiedzą o swoich właścicielach więcej niż ich rodzice. Czy to dobre? Nie wiem, ale czasami mam wrażenie, że w pogoni za byciem w kontakcie ze wszystkimi zgubiliśmy umiejętność bycia z drugim człowiekiem.

©2026 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści i grafik bez zgody autorki zabronione.