W kwestii życia i dupy wszystko nie jest tak proste, jak się wydaje. Bo niby można włożyć do niej każdy nieudany dzień, wredne zołzy z pracy, kłótnie niewiadomego pochodzenia, rozpuszczone bezstresowym wychowaniem bachory, a nawet kolarzyka na rowerze, którego najchętniej zepchnęłoby się na chodnik jednym otwarciem drzwi. No i w sumie upychamy to wszystko do biednej, ograniczonej anatomicznie pojemnościowo dupy... aż pewnego dnia stwierdzamy, że z przepełnienia nie potrafimy jej zamknąć.
I co potem? Teoretycznie rozwiązania są dwa: zeżreć tyle, żeby zwiększyć jej pojemność, albo wziąć tabletki na przeczyszczenie, żeby zwolnić miejsce dla przeterminowanych produktów. Ale... czy praktycznie coś to da? Bo przecież mogą wysiąść nam jelita? Albo spędzimy najlepsze momenty codzienności na klopie?
Na tę chwilę nie znajduję sensownego rozwiązania problemu pełnego magazynu dupy, ale też innego miejsca, w którym da się składować prozaiczne życiowe wkurwy. Jeśli ktoś takie zna, proszę o kontakt. Najlepiej pilny, bo moja dupa osiągnęła właśnie stan krytyczny.
