Drogowy rezerwat "dzikich stworzeń"

Jeżdżę samochodem już... dość długo. Dobrych więcej niż naście lat. Widziałam sporo. Naprawdę SPORO. Może nawet za dużo, chociaż trudno odwrócić wzrok od jadącego przed tobą kierowcy, który zachowuje się jak spuszczony z łańcucha cerber. Np. wyprzedza na trzeciego, zapierdalając setką w obszarze zabudowanym, tylko po to, by kilka minut później stać przede mną na przejeździe kolejowym. Kiedy byłam młodym kierowcą (albo trzeba powiedzieć kierowczynią?!!), nie zwracałam jakoś szczególnie uwagi na to, co działo się wokół. Może było puściej na drogach albo byłam zbyt skupiona na prowadzeniu samochodu? A może świat był inny? Z czasem, z wiekiem i doświadczeniem wypracowałam sobie własny podział, taki DROGOWY REZERWAT „DZIKICH STWORZEŃ”. Zamieszkuje go sześć głównych gatunków i kilka podgatunków, ale pozwolę sobie przedstawić tylko te najbardziej rozpowszechnione: wymuszacz pospolity (osobnik wyprzedzający na trzeciego, by za chwilę stać w korku), leniwy migacz (niewłączający kierunkowskazu, jakby miał on zdradzać jego pozycję wrogowi),

lewopas (jadący na autostradzie lewym pasem i pilnujący go jak rodzinnego srebra), zachłanny parkownik (parkujący na czterech miejscach, by jego samochód miał więcej przestrzeni osobistej), rondowy hipnozer (nawiązujący kontakt wzrokowy dokładnie w chwili, gdy zajeżdża ci drogę) i wreszcie spowalniacz niezdecydowany (czekający, aż ktoś pojawi się na drodze). Czy podział miał jakiś cel albo pomógł mi w zrozumieniu drogowych matołów?! Nie wiem, może trochę. Wiem tylko, że istnieją kierowcy i „kierowcy”, a większość tych drugich powinna otrzymać prawo jazdy na termin nie dłuższy niż jogurt.

©2026 Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie treści i grafik bez zgody autorki zabronione.